Kiedy w 1783 r. kolonie amerykańskie uzyskały niepodległość, zachodnia granica kraju biegła wzdłuż Appalachów. Jednakże niemal natychmiast zaczął się marsz osadników dalej na zachód, wskutek czego granica ta przesunęła się do rzeki Missisipi. Później zaś, gdy Stany Zjednoczone odkupiły od Francji Luizjanę (całe terytorium między Missisipi i Górami Skalistymi), granica przesuwała się coraz dalej, aż do Oceanu Spokojnego. Osadnicy napływali na Zachód kilkoma falami, począwszy od około 1800 r. Najpierw ruszyli handlarze futer, a następnie poszukiwacze złota. Prawdziwa jednak gorączka złota zaczęła się dopiero w 1848 r., gdy w Kalifornii odkryto złoża tego kruszcu. Na Zachód ruszyło także wojsko, by trzymać w ryzach rdzennych Amerykanów, którym pionierzy odbierali ziemię i zwierzęta. W ślad za nimi podążyli misjonarze, licząc, że zdołają nawrócić tubylców na swoją wiarę. Potem przybyli ran-czerzy. Wypasali na otwartych przestrzeniach Wielkich Równin olbrzymie stada bydła, a następnie pędzili je na kolejowe punkty załadunku i odsyłali na wschód. Były to czasy romantycznego Dzikiego Zachodu, kowbojów i prawa rewolweru. Ostatni napłynęli farmerzy; osiedlili się, pogrodzili otwarte tereny i zaczęli w pocie czoła uprawiać ziemię. Tylko nieliczni uznali tę suchą, skalistą glebę za niemożliwą do zagospodarowania bez wody i powrócili na wschód.